Skocz do zawartości
×
×
  • Dodaj nową pozycję...
  • Zarejestruj się

    .

  • Barbara Sadowska
    Barbara Sadowska

    Blog polskiej emigrantki #2: Ja tu tylko na sezon

    shutterstock_700609429.jpg

    Fot. Shutterstock.com

    Czasami budzę się rano i ni stąd ni zowąd łapie mnie za gardło, od dawna czająca się na mnie rzeczywistość. Jakaś absolutna oczywistość, zakopana przeze mnie głęboko w dole mojej świadomości. 

    Jestem emigrantką, do tego polską. Puls przyspiesza, myśli szaleją. Ale jak? Przecież ja tu tylko na sezon. Wprawdzie ten sezon zaczął się czternaście lat temu ale w Holandii w niektórych szklarniach trwa on na stałe.

    Nie wiem czemu słowo „emigrantka” powoduje we mnie dyskomfort. Przecież to nic złego. Nie oznacza wcale, że ja to już tu na zawsze. Ja mam swoje państwo, wiadomo, że nie najlepsze, ale bogate w tradycję i historię. Nie wyrzekam się swojej polskości dziadku, tylko zarobię trochę i wracam. Dziadek z nieba na mnie patrzy. On już tam pieniędzy nie potrzebuje więc jego zmarszczona brew wyraża niezadowolenie, że wnuczka taką materialistką się zrobiła. Bo jak można, tak dla obcych pracować? I to jeszcze tak ciężko. 

    Nie pomagają tłumaczenia, że tylko jeszcze ze dwa lata i wrócę. Dziadek nie wierzy, bo z nieba widzi też przyszłość. Wie, że Jarek takich jak ja nie lubi, no i że ponad dekada przestoju w zawodzie nie wróży powrotu na szczeble kariery, nawet te najniższe. 

    No to co mam zrobić? Przecież krew mam polską. Jestem świadoma mojej inności w tym najbardziej w Europie liberalnym kraju. Czasami dla animuszu podkreślam swoją odrębność, śpiewając polskie kolędy w pracy. Robię zakupy w polskim sklepie prowadzonym przez Turków, gotuję pierogi i nie rozmawiam po holendersku. Po pierwsze nie umiem, po drugie dlatego, że nie potrzebuję – bo ja tu tylko na sezon.

    Kiedy przyjechałam do Holandii nie miałam jeszcze trzydziestki. Miałam za to plecak, namiot i koleżankę, z którą chciałyśmy, w ramach odskoczni od naszej obciążającej psychikę pracy w sektorze Pomocy Społecznej- sprawdzić jak to jest zrywać pomidory w samym środku lata. 
    Nie miałyśmy pojęcia o istnieniu Agencji Pracy a nawet jeśli coś nam się o oczy obiło w kafejce internetowej- kiedyś były czasy, że Internet dochodził tylko do kafejek w wybranych miastach – to i tak nazwa źle się kojarzyła. W tamtych czasach Agencje zajmowały się głównie wąskim rynkiem pracy dla osób o szczególnych, dorosłych uzdolnieniach.

    Dziadek całe życie miał szklarnie w ogródku, taką z folii, do której wchodząc można było się schować w razie jakiejś potrzeby wykonania obowiązków sprzątających w domu.

    Można więc powiedzieć, że wiedziałam na czym polega praca przy pomidorach. Dziadek – jako spec od hodowli z dumą kiwa głową, że wnuczka podziela jego pasję. Dziadku zdziwił byś się jak te zagraniczne pomidory różnią się od twoich. Nie wiem, chyba mają inną mentalność. Rosną szybciej, nie pachną, nie mają stadium przejściowego. Z zielonych robią się czerwone. Wiem dziadku, że to niemożliwe, ale na własne oczy widziałam. 

    Pierwsze koty za płoty. Pierwsze tygodniówki – w przeciwieństwie do pierwszego miliona, który trzeba ukraść, okupione były zielonym potem. Niesamowite ile ludzka skóra potrafi pochłonąć zieleni. 

    Pieniądze płynęły jak woda. Tygodniówka miała wartość mojej miesięcznej pensji pracownika socjalnego w Polsce. Dlatego narodził się pomysł – kilka miesięcy i triumfalny powrót z głową pełną pomysłów na swój biznes w rodzinnym mieście. Niestety ze względu na przyspieszony proces wzrostu pomidora praca wkrótce się skończyła a co za tym idzie tygodniówki też. Nie wiem czemu nie byłam tego świadoma – może przez warunki termiczne, które panowały w szklarni. Zero pracy, zero kasy. Trzeba było schować obawy i nieracjonalne lęki do kieszeni i zwrócić się o pracę do Agencji. I wtedy nastąpiło olśnienie. Praca jest, mieszkanie jest, koordynator jest, transport do pracy jest, nic tylko podpisywać umowę i pracować. 

    Myślałam, że trafiłam do raju – wiem dziadku, że ty jesteś w raju a ja nie wiem co mówię.

    Zamiast raju trafiłam jako trybik do wielkiego koła tymczasowej pracy. Jej ulotność nie pozwalała planować niczego co wykraczało poza dzienny limit. 

    Nie dziadku, nie załamałam się. Ciągle przecież pracuję. W niektórych sektorach zdobywam doświadczenie. Ciekawostka ostatnio zaczęłam pracę na orchideach. Jakieś siedem lat już się tułam po szklarniach z tymi kwiatami. Siedem lat, okazało się, że niczego się nie nauczyłam. Tysiące roboto - -godzin nie pomogło w zbudowaniu wystarczającej normy . Od tygodnia na nowo uczę się sztokować. Jest to najbardziej zaskakujący element w pracy w Holandii – nigdy nie masz dość doświadczenia aby zadowolić właściciela szklarni. 

    Wiem dziadku, że nie rozumiesz dlaczego ciągle tu jestem zamiast pielęgnować twoje pomidory w ogródku. Ja też jeszcze tego nie rozumiem. Prosiłam babcię, żeby ci to wytłumaczyła, ale ona ciągle powtarza, że na razie to nie chce z tobą gadać bo ma w końcu czas dla siebie w tym niebie.

    Tak więc pora najwyższa przyznać się przed sobą – jestem Barbara i jestem emigrantką – akceptacja czyni cuda  - to pierwszy z dwunastu kroków ku wolności.

    Opinie użytkowników

    Rekomendowane komentarze

    Moja droga emigrantko Barbaro. Tak sobie  pomyślałam teraz..."Jak długi czas ma 'tymczas'...w sumie nic wieczne nie jest-... a moze wiecznosc składa się z 'tymczasów'. ?  Jak by nie było... trenuję uśmiech w ' momentach'😊. Pozdrawiam. 

    Odnośnik do komentarza
    Udostępnij na innych stronach


    Gość
    Dodaj komentarz....

    ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

      Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić obrazków. Dodaj lub załącz obrazki z adresu URL.


  • Holandia

  • Kategorie:

    ✪  Holandia  ✪  Polska  ✪  Europa  ✪  Świat  ✪

  • Najnowsze tematy na forum

  • Najnowsze ogłoszenia

  • Liderzy w konkursie "Holandia okiem emigranta"

    1. Daniel Kaczmarski

      Tulipany w Lisse


      • Wyświetleń

        335

      • Głosy

        51

      • Komentarze

        2

    2. Daniel Kaczmarski

      Kinderdijk


      • Wyświetleń

        269

      • Głosy

        49

      • Komentarze

        2

    3. Robert Duda

      Rotterdam Metro Station


      • Wyświetleń

        247

      • Głosy

        49

      • Komentarze

        1

    4. Daniel Kaczmarski

      Rotterdam-Erasmusbrug


      • Wyświetleń

        233

      • Głosy

        48

      • Komentarze

        4

    5. Robert Duda

      Schiedam


      • Wyświetleń

        356

      • Głosy

        44

      • Komentarze

        3

    6. Robert Duda

      Kinderdijk


      • Wyświetleń

        220

      • Głosy

        43

      • Komentarze

        0

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.