Skocz do zawartości

Milena Zatylna

Redaktor
  • Liczba zawartości

    159
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    3
  • Dotacje

    0.00 EUR 

Ostatnia wygrana Milena Zatylna w dniu 1 Lipca

Użytkownicy przyznają Milena Zatylna punkty reputacji!

O Milena Zatylna

Ostatnie wizyty

418 wyświetleń profilu

Milena Zatylna's Achievements

  1. Jan-Krzysztof Duda fot. organizatorzy https://worldcup.fide.com/ Tego historycznego wyczynu dokonał Jan Krzysztof Duda, 23-letni szachista z Wieliczki. Polak, grając białymi, po długiej rozgrywce i 30 posunięciach, pokonał w Soczi reprezentanta Rosji Sergieja Karjakina. W pierwszej partii finału był remis. Natomiast w półfinale Duda wygrał z legendą szachów, utytułowanym Norwegiem Magnusem Carlsenem. Zwyciężając Karjakina i zdobywając Puchar Świata, Jan Krzysztof Duda osiągnął nie tylko swój największy sukces, ale także ustanowił największy sukces polskich szachów w okresie powojennym. Zdobycie Pucharu Świata to nie tylko prestiż, ale także konkretna nagroda finansowa, czyli 100 tys. dolarów. Jan Krzysztof Duda urodził się w 1998 roku w Krakowie. Mieszka w Wieliczce. Gra w szachy od 5. roku życia. Jest najwyżej sklasyfikowanym Polakiem w światowym rankingu FIDE we wszystkich kategoriach. Ma na koncie mistrzostwo Polski, Europy i świata (w szachach szybkich).
  2. Fot. Pixabay Wiele osób po przejściu koronawirusa skarży się na tzw. mgłę mózgową, problemy z koncentracją i dezorientację, naukowcy badają więc, czy zakażenie może mieć długotrwałe konsekwencje dla mózgu. Wczesne badania sugerują, że Covid-19 może m.in. prowadzić do demencji – podaje dziennik „USA Today”. W kilku badaniach, których wyniki opublikowano w czwartek, naukowcy odkryli zmiany w biologii mózgu po hospitalizacji w związku z Covid-19, problemy utrzymujące się miesiącami po zakażeniu, a także związek między utratą węchu i ostrością umysłu u osób starszych. Chociaż często można znaleźć twierdzenia, że tzw. długi Covid-19 wpływa przede wszystkim na młodsze osoby, nowe badania sugerują, że także wiele osób powyżej 60. roku życia ma problemy z mózgiem długo po infekcji. Naukowcy są zaniepokojeni tym, że utrzymujące się objawy mózgowe mogą prowadzić do demencji kilka lub nawet kilkadziesiąt lat po zachorowaniu. Dr Ronald Petersen, który kieruje ośrodkiem badań nad chorobą Alzheimera amerykańskiej organizacji medycznej Mayo Clinic w Rochester w stanie Minnesota, powiedział, że nie jest jasne, jak długo utrzymują się długotrwałe objawy koronawirusa. Wskazuje, że mogą minąć miesiące, nim człowiek wróci do stanu sprzed choroby, ale według niego nie można też wyciągać wniosku, że będzie to trwały stan. Petersen, który nie był zaangażowany w nowe badania, powiedział, że jest jeszcze wcześnie, aby zrozumieć, co dzieje się w mózgach osób z długotrwałymi objawami, takimi jak mgła mózgowa i utrata pamięci. Ocenia jednak, że prawdopodobnie są one spowodowane albo utrzymującym się stanem zapalnym, albo skutkami ubocznymi stanu zapalnego, który wystąpił podczas infekcji. Główny autor jednego z nowych badań dr George Vavougios wyraził zaniepokojenie częstotliwością występowania problemów z mózgiem. Około połowy uczestników jego badania i innych badań niezależnie od wieku wykazuje problemy poznawcze po infekcji - podaje "USA Today". Vavougios nie jest pewien, czy infekcja może być zalążkiem przyszłej choroby Alzheimera, czy ludzie, którzy są genetycznie bardziej narażeni na problemy z mózgiem po Covid-19, są również genetycznie narażeni na rozwój choroby Alzheimera. Podkreślił też, że nie wiadomo, czy nie będzie żadnych długotrwałych efektów. Inne analizy sugerują, że samo zakażenie koronawirusem może pogłębić chorobę Alzheimera - powiedziała dr Reisa Sperling, dyrektor Centrum Badań i Leczenia Choroby Alzheimera w Brigham i Szpitala dla Kobiet w Bostonie. Nie dość, że pacjenci z chorobą Alzheimera mogą mieć mniejszą zdolność do całkowitego wyzdrowienia po Covid-19, to koronawirus może mieć bezpośredni wpływ na ich pracę mózgu. / Polandia.nl
  3. Roger Moorhouse Fot. Polska Ambasada w Londynie Niemcy nie byli całkowicie zaskoczeni wybuchem Powstania Warszawskiego, ale jego skalą i zaciętością walk - tak, bo spodziewali się, że dadzą radę je stłumić w ciągu kilku dni - mówi PAP brytyjski historyk Roger Moorhouse. W niedzielę mija 77 lat od wybuchu Powstania Warszawskiego, które było największą akcją zbrojną podziemia w okupowanej przez Niemców Europie. „Niemcy nie byli całkowicie zaskoczeni wybuchem Powstania Warszawskiego, wszak przez większość okupacji mieli do czynienia z polskim podziemiem i Armią Krajową, i doskonale zdawali sobie sprawę z zagrożenia, jakie stanowił polski ruch oporu. Ale nawet jeśli teoretycznie zdawali sobie sprawę z tego zagrożenia, zaskoczeniem dla nich była skala i gwałtowność powstania w Warszawie” - mówi w rozmowie z PAP Moorhouse. Wskazuje on, że niemieckie siły w Warszawie w momencie wybuchu walk były znaczące, ale przygotowywano się do sowieckiego natarcia przez Wisłę, a nie do powstania w sercu miasta. Moorhouse podkreśla też, że Niemcy nie przypuszczali, że walki będą trwać aż do początku października. „Reakcja niemieckich okupantów była szybka i brutalna, spodziewali się oni zdławić powstanie w ciągu kilku dni, choćby dlatego, że szybkie stłumienie go zmniejszyłoby szanse na interwencję wojsk sowieckich lub zachodnich” - wyjaśnia historyk. Jak dodaje, choć po wybuchu Powstania Warszawskiego Niemcy zdecydowali o całkowitym zniszczeniu Warszawy, to proces umniejszania jej znaczenia trwał od początku okupacji. „Zniszczenia dokonane przez Niemców w Warszawie, w czasie i po powstaniu, można tak naprawdę porównać tylko z tymi, które miały miejsce w czasie inwazji i okupacji Związku Sowieckiego. Dla nazistów nie było nic wartego ocalenia w polskim czy sowieckim dziedzictwie i kulturze, oba te kraje uważano za z gruntu gorsze ze względu na ich słowiański charakter i „zanieczyszczającą” je obecność dużej liczby Żydów. Kraków został zachowany, przede wszystkim dlatego, że nazistowsko-niemiecka hierarchia widziała w nim wzór niemieckiej kultury na wschodzie, ale Warszawa nie mogła się do tego odwoływać i była po prostu zbędna” - mówi Moorhouse i wskazuje: „W rzeczywistości Warszawa pod panowaniem niemieckim miała być aktywnie zmniejszana pod względem wielkości i liczby ludności, do poziomu miasta o znaczeniu jedynie regionalnym. Tak więc, kiedy Warszawa powstała przeciwko niemieckiemu panowaniu w 1944 roku, aktywne i niepohamowane niczym niszczenie miasta było na porządku dziennym. W konsekwencji, zgodnie z rozkazem Heinricha Himmlera, Warszawa miała zostać zmieciona z powierzchni ziemi”. Roger Moorhouse jest brytyjskim historykiem i pisarzem specjalizującym się w historii II wojny światowej. Jest autorem lub współautorem kilkunastu książek na ten temat. Najważniejsze z nich to „Pakt diabłów. Sojusz Hitlera i Stalina” o współpracy niemiecko-sowieckiej w latach 1939-1941, „Stolica Hitlera. Życie i śmierć w wojennym Berlinie” oraz „Polska 1939. Pierwsi przeciwko Hitlerowi” o polskiej wojnie obronnej. W 2020 r. został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi RP za wkład w rozpowszechnianie wiedzy o polskiej historii w Wielkiej Brytanii. / Polandia.nl
  4. Marian Banaś / Fot. Wikipedia Do Najwyższej Izby Kontroli wpłynęło pismo marszałek Sejmu Elżbiety Witek o uchylenie mi immunitetu - poinformował w piątek rano prezes NIK Marian Banaś. Z wnioskiem o uchylenie immunitetu prezesowi NIK wystąpił w ubiegłym tygodniu do marszałek Sejmu Prokurator Generalny. Śledczy chcą postawić kilkanaście zarzutów, w tym podania nieprawdy w oświadczeniach majątkowych. W piątek Marian Banaś poinformował na Twitterze, że wniosek ten wpłynął do NIK. „Do @NIKgovPL wpłynęło pismo Marszałek Sejmu @elzbietawitek z wnioskiem o uchylenie mi immunitetu #ChodziONIK” - napisał Banaś. Wśród kilkunastu zarzutów, które prokuratura zamierza postawić Banasiowi, jest podanie nieprawdy w oświadczeniach majątkowych i deklaracjach podatkowych. Zdaniem prokuratorów, Banaś miał zaniżyć w deklaracjach podatkowych za lata 2015-2020 przychody z dzierżawy kamienicy w Krakowie. Według prokuratury, naraziło to Skarb Państwa na stratę ponad 50 tys. zł z należnego podatku dochodowego. Jak informują śledczy, Banaś miał też nakłaniać Dyrektora Administracji Skarbowej w Krakowie do bezprawnego ujawnienia mu informacji na temat prowadzonych w jego sprawie czynności przez Centralne Biuro Antykorupcyjne i kontroli podatkowej. „Jak wynika z ustaleń prokuratury, Marian Banaś zaniżył wartość posiadanych zasobów finansowych w każdym z 10 oświadczeń majątkowych skontrolowanych przez Centralne Biuro Antykorupcyjne, które składał w okresie od listopada 2015 r. do sierpnia 2019 r. jako szef Służby Celnej, szef Krajowej Administracji Skarbowej, minister finansów i prezes Najwyższej Izby Kontroli. Wysokość zaniżonej kwoty sięgała nawet 550 tys. zł. Ponadto Marian Banaś zataił w oświadczeniach majątkowych inwestycję w dzieło sztuki – rzeźbę włoskiego artysty i dochód osiągnięty z jej sprzedaży. Za podanie nieprawdy w oświadczeniach o stanie majątkowym grozi do pięciu lat pozbawienia wolności” - przekazała Prokuratura Krajowa. Także w ubiegły piątek syn Banasia został zatrzymany w piątek na lotnisku Kraków Balice, gdy wracał wraz z żoną z urlopu, a zatrzymania dokonali funkcjonariusze CBA. Samo CBA poinformowało o zatrzymaniu dyrektora Izby Skarbowej w Krakowie Tadeusza G. oraz społecznego doradcy prezesa NIK Jakuba Banasia. W sobotę Prokuratura Regionalna w Białymstoku postawiła zarzuty Jakubowi Banasiowi i jego żonie Agnieszce, a także Tadeuszowi G. Marian Banaś oświadczył, że zaistniała sytuacja nie wpłynie w żaden sposób na dalszą pracę NIK prowadzącej „postępowania kontrolne, których wyniki są oczekiwane społecznie”. / Polandia.nl
  5. Fot. PAP / Paweł Supernak Apeluję o szczepienie się przeciw Covid-19; to co dzieje się w Europie Zachodniej wskazuje na ryzyko; 99 proc. najbardziej dramatycznych przypadków zakażeń to osoby niezaszczepione - powiedział w piątek premier Mateusz Morawiecki. Na konferencji prasowej po posiedzeniu Rządowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego premier zwracał uwagę, że w ostatnich dniach notujemy nieco powyżej 100 przypadków dziennie zakażeń koronawirusem, zajętych łóżek w szpitalach mamy około 300, z kolei w użyciu jest około 40 respiratorów. „Zdaję sobie sprawę z tego, że te liczby po prawie półtora roku walki z koronawirusem nie robią wrażenia na większości Polaków” - powiedział Morawiecki, zwracając uwagę, że często przewaga nad Covid-19 okazywała się krótkotrwała i krucha. Morawiecki zaapelował do Polaków o szczepienie się przeciwko Covid-19 „W Europie Zachodniej - w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Francji - notuje się po kilkanaście, a nawet dwadzieścia kilka tysięcy przypadków koronawirusa dziennie. Trendy oceniane są różnie, ale to, co dzieje się w Europie Zachodniej wskazuje na ryzyko” - mówił premier. Podkreślił, że „dzisiaj zaszczepienie się jest jedyną i bardzo skuteczną metodą walki z koronawirusem”. Morawiecki wskazywał, że ofiarą koronawirusa w ogromnej większości padają ludzie niezaszczepieni. „To jest 99 proc. najbardziej dramatycznych przypadków. Trudno o lepszy dowód na to, jakim remedium faktycznie są szczepionki” - podkreślił szef rządu. / Polandia.nl
  6. Fot. PAP/Paweł Supernak Jesteśmy przygotowani na zwiększoną liczbę zakażeń; na zwiększoną presję na infrastrukturę szpitalnictwa; wszystkie zagadnienia techniczne, logistyczne są dopracowane i wszyscy są w pełnej gotowości - powiedział w piątek minister zdrowia Adam Niedzielski. W czasie piątkowej konferencji prasowej po spotkaniu Rządowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego szef resortu zdrowia powiedział, że Polska jest przygotowana na czwartą falę koronawirusa. „Jesteśmy przygotowani na zwiększoną liczbę zakażeń; na zwiększoną presję na infrastrukturę szpitalnictwa” - powiedział Niedzielski. Podkreślił, że „wszystkie zagadnienia techniczne, logistyczne są dopracowane i wszyscy są pełnej gotowości”. Poinformował, że w czasie posiedzenia zajęto się m.in. kwestią przygotowania całego systemu laboratoriów do wykonywania diagnostyki w kierunku tego, czy mamy do czynienia z koronawirusem. „Mamy w gotowości ponad 320 laboratoriów, które wykonują te testy. Możemy wykonywać dziennie 170 tys. badań, co jest liczbą bardzo dużą” - powiedział Niedzielski i dodał - „przewyższa jakiekolwiek zapotrzebowanie na liczbę wykonywanych badań, jaką mieliśmy do czynienia we wcześniejszych okresach”. Poinformował, że razem z MON i MSWiA pilnowana jest wydolność mobilnych punktów pobrań, czyli popularnych punktów drive-thru. „Mamy ich blisko 500 na terenie całego kraju. W ich obsłudze cały czas otrzymujemy wsparcie Wojsk Obrony Terytorialnej” - powiedział minister zdrowia. Zwrócił uwagę, że istnieje możliwość weryfikowania genomu, czyli mutacji, z jakimi mamy do czynienia. „W tej chwili jest to jedno z priorytetowych zadań również pod kątem przeprowadzanych inwestycji”- zaznaczył i poinformował, że jest 6 nowych laboratoriów funkcjonujących w ramach Sanepidu, które są doposażone dzięki inwestycjom. Zaznaczył, że „jeżeli liczba zakażeń okazałaby się większa, to mamy podpisane umowy z całą siecią laboratoriów uniwersyteckich, które w zasadzie uczyły Sanepid wykonywać te badania genomu”. „Mamy dodatkowy potencjał wynoszący 4 tys. badań tygodniowo. Jesteśmy, więc w stanie wykonywać 7 tys. badań tygodniowo, co wystarczy, jeśli poziom zakażeń doszedłby do 10 tys. zakażeń dziennie” - oświadczył Niedzielski. / Polandia.nl
  7. Fot. Krajowa Administracja Skarbowa Przemyt 600 tys. paczek papierosów bez polskich znaków akcyzy, przewożonych w specjalnych skrzyniach imitujących palety z deskami, udaremnili funkcjonariusze podlaskiej Krajowej Administracji Skarbowej na przejściu granicznym z Białorusią w Kuźnicy. Wartość kontrabandy oszacowano na 9 mln zł. Funkcjonariusze KAS na przejściu granicznym w Kuźnicy zatrzymali do kontroli tira kierowanego przez 28-letniego Białorusina, który zgodnie z dokumentami miał przewozić deski - poinformował w czwartek oficer prasowy podlaskiej KAS st. asp. Maciej Czarnecki. „W trakcie szczegółowego sprawdzania ciężarówki, poprzedzonego prześwietleniem rentgenowskim, okazało się, że w naczepie, w specjalnie przygotowanych skrzyniach imitujących palety z deskami, ukryta jest papierosowa kontrabanda” - podał Czarnecki i dodał, że rozładunek oraz dokładne przeliczenie trwało ponad dobę. W sumie w ciężarówce znajdowało się 600 tys. paczek papierosów o wartości blisko 9 mln zł. „Gdyby trafiły na rynek, straty Skarbu Państwa mogłyby wynieść 14,5 mln zł” - podał Czarnecki. Kierowca został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące. Śledztwo nadzoruje Prokuratura rejonowa w Sokółce. KAS przypomina, że za tak duży przemyt papierosów grozi mu kara pobawienia wolności do 10 lat. Największy jak dotąd przemyt papierosów do Polski w ciężarówkach udaremniono na tym przejściu granicznym w lutym. KAS i Straż Graniczna zabezpieczyły we wspólnej akcji - w dwóch ciężarówkach wjeżdżających razem do kraju przez przejście w Kuźnicy - łącznie ponad 1,8 mln paczek papierosów. Deklarowanym ładunkiem miały być deski. Wartość tej kontrabandy została oszacowana na blisko 27,6 mln zł. Gdyby ten towar trafił do nielegalnej sprzedaży w Polsce, Skarb Państwa straciłby ponad 44,8 mln zł. / Polandia.nl
  8. Fot. PAP/EPA/LUONG THAI LINH Niemal pewne jest wydanie zaleceń dotyczące obowiązkowych szczepień dla pracowników ochrony zdrowia - przekazał w czwartek przewodniczący Rady Medycznej przy premierze prof. Andrzej Horban. Dodał, że Rada rozważa także obowiązek szczepień m.in. dla nauczycieli i pracowników administracji. Prof. Horban pytany w TVN24, czy podjęto decyzje dotyczące obowiązkowych szczepień dla niektórych grup zawodowych, przekazał, że „decyzji nie ma, ale jesteśmy bardzo blisko wydania zaleceń”. W kontekście konkretnych grup zawodowych do obowiązkowych szczepień, profesor wskazał na „pracowników ochrony zdrowia, zwłaszcza wszystkich, którzy mają kontakt z pacjentem”. Jego zdaniem, „niemal pewne jest, że ta grupa zostanie objęta obowiązkowymi szczepieniami”. Horban podkreślił, że do rozważenia są obowiązkowe szczepienia dla nauczycieli. „Część nauczycieli jest niezaszczepiona, a ta grupa zawodowa jest narażona na zakażenie poprzez liczny kontakt z dziećmi” - dodał. Jak przekazał przewodniczący Rady Medycznej, mogą się pojawić zalecenia dotyczące obowiązkowych szczepień dla pracowników administracji, „pracujących na pierwszej linii frontu, mających kontakt z masowo pojawiającymi się petentami”, pracowników sklepów wielkopowierzchniowych i służb porządkowych. Horban wyraził nadzieję, że decyzje te zostaną podjęte do końca przyszłego tygodnia. Jak zaznaczył, koszty obowiązkowych szczepień pokrywa państwo. / Polandia.nl
  9. fot. Flickr Prokuratura w Gdańsku prowadzi śledztwo ws. handlu podrabianymi dyplomami studiów, a główny podejrzany, naukowiec Zbigniew D. przyznał się do winy. W jego telefonie odnaleziono zdjęcia dyplomów, wystawionych na nazwiska czołowych polskich piłkarzy - poinformował w środę portal Onet.pl. Wpadł, kiedy sprzedawał fałszywy dyplom Jak donosi Onet.pl, związany ze światem sportu naukowiec dr hab. Zbigniew D. wpadł przez przypadek. Jak napisano: „Sprzedał fałszywy dyplom kobiecie, która nie była studentką uczelni kontrolowanej przez jego rodzinę. D. przyznał się do winy”. Portal przekazał, że Zbigniew D. był kanclerzem prywatnej Uczelni Nauk Społecznych w Łodzi. Z tą szkołą są także związani najbliżsi dr. D. „Rektorem uczelni jest jego żona Urszula, zaś w szkole pracują także jego dwaj synowie — Piotr jest kanclerzem, a Karol, w przeszłości bramkarz piłkarski, pracuje w uczelnianej administracji” - podkreślono. Zaznaczono, że Zbigniew D. jest człowiekiem znanym w Łodzi i zapalonym kibicem piłkarskim. „W przeszłości był dyrektorem Łódzkiego Klubu Sportowego (ŁKS), klubu z wieloletnimi tradycjami” - poinformował Onet.pl. Portal podkreślił, że Zbigniew D. został przyłapany na gorącym uczynku. Policja wraz z absolwentką uczelni, która miała otrzymać od doktora propozycję otrzymania dyplomu bez konieczności uczęszczania na zajęcia lub zdawania egzaminu, zorganizowała zasadzkę na podejrzanego. Jak przekazała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk, „mężczyzna został zatrzymany bezpośrednio po przyjęciu pieniędzy w zamian za przekazanie podrobionego świadectwa ukończenia studiów podyplomowych osobie, która w nich nie uczestniczyła”. Prokuratura postawiła Zbigniewowi D. zarzut wzięcia łapówki w związku z pełnieniem funkcji publicznej. Może mu za to grozić do 8 lat więzienia. Miał przygotowany dyplom magisterski dla Roberta Lewandowskiego Onet.pl zaznaczył, że policja przeszukując telefon Zbigniewa D., znalazła korespondencję doktora ze znanymi sportowcami i ich rodzinami o wszelkiego rodzaju dyplomach wystawianiu fałszywych świadectw i dyplomów. „Z materiałów zabezpieczonych przez śledczych wynika, że D. miał przygotowany dyplom magisterski z 2018 r. dla Roberta Lewandowskiego z pieczątką Uczelni Nauk Społecznych oraz podpisem żony doktora D. Proponował także piłkarzowi i jego żonie uzyskanie dyplomu MBA bez uczestnictwa w zajęciach” - napisał portal. Menadżerka Lewandowskich Monika Bondarowicz powiedziała Onetowi, że „ani Robert Lewandowski, ani Anna Lewandowska nie mają żadnej wiedzy na temat postępowania prokuratorskiego”. „Nie zostali o takim postępowaniu powiadomieni, a tym bardziej nie składali żadnych wyjaśnień. Nie mają także możliwości potwierdzenia, czy takie postępowanie w rzeczywistości ma miejsce. Trudno się w tej sytuacji odnosić do sprawy” - napisała Bondarowicz. W tle także Milik, Świerczewski i Góralski, który bronił dyplom z… teologii adwentystycznej „W materiałach śledztwa są zdjęcia świadectwa maturalnego dla napastnika reprezentacji narodowej Arkadiusza Milika, rozmowy o dyplomach dla rodziny byłego reprezentanta Polski Piotra Świerczewskiego oraz kopia licencjatu dla pomocnika reprezentacji Jacka Góralskiego, który w dniu meczu polskiej kadry miał bronić dyplom z teologii adwentystycznej” - przekazano. Onet.pl ustalił, że w materiałach znalezionych u Zbigniewa D. jest również jego korespondencja z dziennikarzem sportowym Mateuszem Borkiem. Portal informuje, że „ani policja, ani prokuratura nie przesłuchały dotąd nikogo z piłkarzy ani żadnej znanej postaci spośród osób przewijających się w korespondencji dr. D.” Śledztwo gdańskiej prokuratury i tamtejszej Komendy Wojewódzkiej Policji zostało niedawno przedłużone do końca października br. / Polandia.nl
  10. fot. Flickr Ponad 3,2 mln osób zostało zarejestrowanych do Loterii Narodowego Programu Szczepień - poinformował PAP Totalizator Sportowy. Od ubiegłego tygodnia to wzrost o ponad 370 tys. osób. Dodano, że wartość rozlosowanych nagród przekroczyła 3 mln zł. Organizatorem loterii jest Totalizator Sportowy, który poinformował Polską Agencję Prasową, że na wtorek 27 lipca w loterii szczepionkowej zarejestrowanych zostało 3 211 489 osób. Dodano, że wartość przyznanych dotychczas nagród to ponad 3 mln zł (3 094 260 zł), z czego 1 686 500 zł to nagrody natychmiastowe. W ubiegłym tygodniu przed drugim tygodniowym losowaniem Totalizator Sportowy informował, że liczba osób zarejestrowanych wyniosła 2 837 982 osób, a wartość przyznanych nagród opiewa na kwotę 2 204 480 zł. W środę 28 lipca odbędzie się kolejne tygodniowe losowanie nagród dla osób zarejestrowanych od 19 do 25 lipca. Do wygrania będzie pięć razy po 50 000 zł i 60 hulajnóg elektrycznych. Te same nagrody będzie można wygrać w kolejnych tygodniowych losowaniach. Informacja o wygranej zostanie przekazana telefonicznie. Oprócz nagród tygodniowych, w loterii są także nagrody natychmiastowe, miesięczne oraz nagroda finałowa. W ramach nagród natychmiastowych, przez cały czas trwania loterii każda co 500. osoba biorąca w niej udział może wygrać 200 zł (39 000 x 200 zł). Z kolei co 2000. grający może wygrać 500 zł (13 000 x 500 zł). Pula nagród natychmiastowych jest ograniczona i wynosi 52 000 sztuk. Jeśli chodzi o losowania miesięczne, pierwsze zaplanowano na 4 sierpnia, kolejne na 8 września, a trzecie na 6 października. W ramach tych losowań, co miesiąc można wygrać 2 x 100 000 zł (pula – 600 000 zł) oraz dwa samochody toyota corolla (łącznie sześć sztuk). Losowanie finałowe odbędzie się 6 października, do wygrania będą dwie nagrody po 1 000 000 złotych każda, a także dwa samochody toyota C-HR. Wszystkie nagrody w Loterii Narodowego Programu Szczepień są zwolnione od podatku dochodowego, czyli zarówno wygrane natychmiastowe (200 zł, 500 zł), jak i nagrody w postaci hulajnóg, samochodów czy gotówki (50 tys. zł, 100 tys. zł, a nawet 1 mln zł). Ogólnopolska Loteria Narodowego Programu Szczepień jest jedną z form zachęty do szczepienia przeciw COVID-19. Mogą w niej uczestniczyć osoby, które ukończyły 18 lat, dokonały kompletnej procedury zaszczepienia przeciw COVID-19 i zarejestrowały się w loterii do 30 września br. Rejestrować można się przez Internetowe Konto Pacjenta na stronie pacjent.gov.pl lub dzwoniąc na Infolinię Narodowego Programu Szczepień pod numer 989. / Polandia.nl
  11. fot. Flickr Rząd w trybie obiegowym przyjął projekt noweli Prawa o ruchu drogowym, który przewiduje m.in. podwyższenie maksymalnej wysokości grzywny za wykroczenia drogowe do 30 tys. zł - poinformowało Ministerstwo Infrastruktury. Zmiany mają pozwolić na skuteczniejszą walkę z niebezpiecznymi kierowcami. Założenia zmian dotyczące m.in. Prawa o ruchu drogowym Rada Ministrów przyjęła dwa tygodnie temu. Jak poinformowano w środowym komunikacie resortu infrastruktury, rząd przyjął projekt w trybie obiegowym. Projekt przewiduje zmianę w Kodeksie wykroczeń, zakładającą, że w przypadku wykroczeń drogowych maksymalna wysokości grzywny wzrośnie z 5 tys. do 30 tys. zł. Ponadto do 5 tys. zł, a w przypadku zbiegu wykroczeń do 6 tys. zł zwiększona zostanie wysokość grzywny, którą nałożyć można w postępowaniu mandatowym. Nowym projektowanym rozwiązaniem jest kara grzywny w wysokości nie mniejszej niż 1,5 tys. zł w przypadku uszkodzenia mienia przez sprawcę wykroczenia lub spowodowania naruszenia ciała poszkodowanego lub rozstroju zdrowia, których leczenie trwa nie dłużej niż siedem dni. Zgodnie z projektem przekraczanie dopuszczalnej prędkości o ponad 30 km/h będzie skutkowało minimalnym mandatem w wysokości 1,5 tys. zł, niezależnie od faktu, czy naruszenie zostało stwierdzone w obszarze zabudowanym czy też poza tym obszarem. Jeśli sprawca ponownie popełni takie wykroczenie w ciągu dwóch lat, zostanie ukarany grzywną nie niższą niż 3 tys. zł. Wprowadzony ma też być mechanizm uzależniający usunięcie punktów karnych za naruszenie przepisów ruchu drogowego od uregulowania mandatu. Dodatkowo punkty będą kasowane dopiero po upływie dwóch lat od dnia zapłaty grzywny. Według resortu infrastruktury powinno to zapewnić „szybkie i skuteczne doprowadzenie do wykonania kary”. Po zmianach za naruszenie przepisów ruchu drogowego kierowca będzie mógł dostać nawet 15 punktów karnych - obecnie maksymalna liczba punktów za niektóre wykroczenia to 10. Limit punktów karnych nie ulegnie zmianie. Prowadzenie pojazdu bez wymaganego uprawnienia będzie skutkowało karą aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny od 1 tys. zł. Jeśli sprawca takiego wykroczenia w ciągu dwóch lat popełni je ponownie, to kara grzywny wyniesie nie mniej niż 2 tys. zł. „Koniec z pobłażliwością dla piratów drogowych. Statystki drogowe nie kłamią, wciąż na naszych drogach ginie zbyt dużo osób, każdego dnia przybywa rannych. Wypadki drogowe to nie tylko trauma poszkodowanych i ich bliskich, lecz także koszty dla gospodarki. Straty dla budżetu państwa z tytułu zdarzeń drogowych są szacowane na ponad 56 mld zł rocznie, w 2018 roku koszty te stanowiły 2,7 proc. polskiego PKB” – podkreślił cytowany w komunikacie resortu szef MI Andrzej Adamczyk. / Polandia.nl
  12. fot. wikimedia.commons Do Sądu Rejonowego w Tarnowskich Górach trafił akt oskarżenia przeciwko 17 osobom, które Prokuratura Krajowa oskarżyła m.in. o paserstwo samochodów kradzionych za granicą i puszczanie w obieg podrobionych banknotów euro. Wśród oskarżonych jest zawodnik MMA Mamed Ch. Postępowanie w tej sprawie prowadził Śląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach. Jak przekazał w środę Dział Prasowy PK, w połowie lipca do sądu w Tarnowskich Górach skierowany został akt oskarżenia przeciwko 17 osobom, którym zarzucono popełnienie 140 czynów. Wśród oskarżonych jest zawodnik MMA Mamed Ch. „Prokurator zarzucił oskarżonym m.in. puszczanie w obieg falsyfikatów banknotów euro na terenie Słowacji oraz paserstwo samochodów, w tym luksusowych, pochodzących z czynów zabronionych popełnionych poza granicami Polski” - podała Prokuratura Krajowa. Oskarżeni będą sądzeni także za oszustwa, przywłaszczenia mienia, fałszowanie dokumentów i składanie fałszywych zeznań 41-letni Mamed Ch. był do tej sprawy zatrzymywany w czerwcu 2019 roku. Prokuratura wnioskowała o areszt dla sportowca, jednak sąd się do tego wniosku nie przychylił. Zawodnik MMA odpowie za paserstwo, nakłanianie do zniszczenia mienia, naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariuszy policji i posiadanie broni bez zezwolenia. Z informacji przekazanych przez Prokuraturę Krajową wynika, że czyny zarzucane oskarżonym zagrożone są karą nawet do 10 lat pozbawienia wolności. Postępowanie zostało pierwotnie wszczęte w czewrcwu 2017 roku na terenie Republiki Słowackiej, a nadzorowała je Prokuratora Powiatowa w Czadcy. W grudniu 2017 roku śledztwo wszczęła także polska prokuratura i przejęła ściganie karne obywatela polskiego Miłosza P., tymczasowo aresztowanego za popełnienie przestępstw na szkodę obywateli Słowacji. W marcu 2018 roku sprawę przejęła śląska PK. W toku śledztwa ustalono, że głównym podejrzanym jest Jakub Ś., w którego samochodzie i miejscu zamieszkania podczas przeszukania ujawniono znaczną ilość fałszywych pieniędzy. „Poza wprowadzaniem do obiegu podrobionych banknotów waluty euro, zajmował się również pośrednictwem w handlu samochodami pochodzącymi z przestępstw kradzieży i przywłaszczenia, popełnianymi m.in. na terenie Czech. Nabywcami pojazdów były osoby z terenu całego kraju” - podała Prokuratura Krajowa. Organy ścigania odzyskały 8 kradzionych samochodów, których wartość określono na ok. 1,2 mln złotych. Łącznie w związku z tą sprawą zarzuty przedstawiono 24 osobom, z których część przyznała się do popełnienia zrzucanych im czynów i wystąpiła z wnioskami o wydanie wyroków skazujących bez przeprowadzenia rozprawy. / Polandia.nl
  13. fot. PAP/EPA/SASCHA STEINBACH IMGW-PIB monitoruje sytuację po wybuchu w fabryce chemicznej w Leverkusen w Niemczech. Ogromna chmura dymu niebezpiecznego dla środowiska zbliża się nad Polskę. W godzinach porannych miała dotrzeć w okolice Szczecina. IMGW-PIB przypomniał w komunikacie, że do poważnego wybuchu doszło we wtorek rano na terenie Chempark w Leverkusen. Służby niemieckie zaklasyfikowały wybuch, jako ekstremalne zagrożenie. Mieszkańcy otrzymali informację, aby pozostać w domach, zamknąć okna i wyłączyć urządzenia wentylacyjne. Po godzinie 13.00 służbom ratunkowym udało się ugasić pożar, a straż pożarna poinformowała, że pierwsze badania nie wskazują na skażenia powietrza zagrażające życiu i zdrowiu, mimo że zapaliły się zbiorniki z paliwem, co oznacza ewentualne rozprzestrzenianie się węglowodorów aromatycznych. IMGW poinformowało wczoraj, że rozproszona smuga zanieczyszczeń może dotrzeć do Polski, w rejon Niziny Szczecińskiej, w środę rano. W komunikacie zaznaczono, że „koncentracja zanieczyszczeń powinna ulec znacznemu zmniejszeniu, w tym częściowo również wypłukaniu przez opady deszczu”. IMGW-PIB zapewniło, że monitoruje sytuację, a kolejny komunikat w tej sprawie zostanie opublikowany niebawem w serwisach informacyjnych instytutu. / Polandia.nl
  14. fot. Pxhere Spektakularna forma mojego zatrzymania, połączona z wnioskiem o uchylenie immunitetu mojemu ojcu, ma nieprawdopodobnie mocny kontekst polityczny - ocenił syn prezesa NIK Jakub Banaś. Podkreślił, że nie przyznaje się do stawianych mu zarzutów. Najpierw zatrzymanie syna, później wniosek o uchylenie immunitetu ojcu Odnosząc się do wniosku o uchylenie immunitetu Marianowi Banasiowi, podkreślił, że gra toczy się o to, czy ktoś „będzie patrzył PiS-owi na ręce”. Jego zdaniem NIK jest „ostatnim bastionem”, który jeszcze to robi. Pytany na antenie TVN24 o swoje zatrzymanie w środę, Banaś podkreślił, że było ono „spektakularne”. „Było kilkunastu funkcjonariuszy uzbrojonych na lotnisku, później jechałem w konwoju czterech samochodów, trzech cywilnych i karetki, z pełną obstawą” - mówił i dodał: „Podkreślam to bardzo mocno, bo to w mediach nie wybrzmiało: nie przyznaliśmy się do stawianych zarzutów razem z żoną (...) Wszystkie dotacje wykonywaliśmy zawsze zgodnie z umowami, one są wykonane i ich wykonanie można sprawdzić”. Podkreślił, że wierzy w niezależne sądy i w związku tym „nie boi się tej sprawy”. „Z jednej strony będzie prokuratura ze swoimi twierdzeniami, a z drugiej strony ja czy moja żona z naszym obrońcą i będziemy dochodzić do tego, jak wyglądała rzeczywistość” - mówił. Jakub Banaś podkreślił też, że dotacje dostawał nie dlatego, że był synem Mariana Banasia, a dlatego, że kamienica - na której renowację miał według prokuratury wyłudzić 120 tys. zł - była wpisana do rejestru zabytków. Pytany o zastosowane wobec niego poręczenie majątkowe, Jakub Banaś odparł, że jeszcze go nie wpłacił. „Dla mnie 150 tys. zł i 50 tys. zł dla żony to naprawdę bardzo duży pieniądz, a w przestrzeni medialnej, w kuluarach panowało przekonanie, że jestem nie wiadomo jakim przedsiębiorcą, gościem od szemranych interesów” - powiedział. Nieprawdopodobny kontekst polityczny – ocenia Jakub Banaś Banaś wskazywał też na fakt, że do jego zatrzymania oraz złożenia wniosku o uchylenie immunitetu jego ojcu doszło tego samego dnia. „Na pewno sposób zatrzymania, ta forma spektakularna połączona z wnioskiem o uchylenie immunitetu ma nieprawdopodobnie mocny kontekst polityczny, tak należy rozpatrywać to zatrzymanie” - mówił. Jak przekonywał, chodziło o to, żeby wywrzeć na opozycję presję „medialną i moralną” tak, by zagłosowała za uchyleniem immunitetu Marianowi Banasiowi. „Żeby pokazać, że Banasie to przestępcy, wyciągnęli jakieś miliony, nie wiadomo co” - mówił. Według Jakuba Banasia w tle wydarzeń jest kontrola Funduszu Sprawiedliwości Zdaniem Banasia Najwyższa Izba Kontroli jest obecnie „ostatnim bastionem patrzenia władzy na ręce”. Jak poinformował, Izba jest na końcowym etapie kontroli w Funduszu Sprawiedliwości. „Wkrótce będą prezentowane wyniki” - zapowiedział. „Wiem, z przekazów medialnych i ze swoich źródeł, że Fundusz Sprawiedliwości to, można powiedzieć, skarbonka dla Solidarnej Polski i przypuszczam, że NIK - nie Marian Banaś, a konkretnie kontrolerzy - wykonali dobrze swoją robotę” - dodał. Podkreślił, że jego ojciec nie zrezygnuje z piastowanej przez siebie funkcji. „Mam nadzieję, że posłowie opozycji (...) rozumieją, co jest grane. Gra jest o to, czy ktoś będzie patrzył PiS-owi na ręce, jeśli chodzi o pieniądze” - powiedział Jakub Banaś. W ubiegły piątek Banaś oraz dyrektor Izby Skarbowej w Krakowie Tadeusz G. zostali zatrzymani przez CBA w związku ze śledztwem, które w początkowej fazie dotyczyło składania fałszywych oświadczeń majątkowych przez prezesa NIK Mariana Banasia. W sobotę Banaś, jego żona Agnieszka oraz Tadeusz G. stawili się w siedzibie Prokuratury Regionalnej w Białymstoku, gdzie ogłoszono im zarzuty. W przypadku syna prezesa NIK i jego żony było ich siedem. Dotyczyły m.in. wyłudzenia około 120 tys. zł na renowację kamienicy oraz wyłudzenia podatku VAT w wysokości prawie 80 tys. zł. Tadeuszowi G. przedstawiono sześć zarzutów. Chodzi m.in. o bezprawne ujawnienie prezesowi NIK informacji na temat kontroli podatkowej i czynności prowadzonych wobec niego przez Centralne Biuro Antykorupcyjne. G. przyznał się do zarzucanych mu czynów. Również w piątek prokuratura poinformowała, że Prokurator Generalny wystąpił do marszałek Sejmu z wnioskiem o uchylenie immunitetu prezesowi NIK, któremu śledczy chcą postawić kilkanaście zarzutów, w tym podania nieprawdy w oświadczeniach majątkowych. / Polandia.nl
  15. Fot. pxhere.com Polskie firmy nie zamierzają kontynuować modelu pracy zdalnej; deklarują, że 88 proc. pracowników wróci do pracy stacjonarnej, a 9 proc. otrzyma propozycję pracy w modelu hybrydowym - wynika z raportu ManpowerGroup. Firmy tłumaczą to obawami o samopoczucie pracowników i jakość współpracy. Według raportu „Niedobór talentów” ManpowerGroup, prawie co czwarty pracodawca w Polsce boi się, że wykonywanie zadań poza biurem niekorzystnie wpływa na samopoczucie pracowników. Co piątego martwi jakość współpracy w zespołach zdalnych. Obawy firm dotyczą również spadku produktywności (18 proc.) i innowacyjności (2 proc.) oraz kultury organizacyjnej (2 proc.). Obaw związanych z pracą poza siedzibą firmy nie zgłasza 22 proc. przedsiębiorców. Jak skomentowała Katarzyna Pączkowska, dyrektor ds. rekrutacji stałej w Manpower, choć pandemia zapoczątkowała rewolucję w podejściu pracodawców do pracy zdalnej, obecnie coraz więcej organizacji powraca do tradycyjnego modelu wykonywania pracy z siedziby firmy. „Motywacje bywają różne, najczęściej są związane z wyzwaniami w obszarze zdalnego zarządzania zespołami i długotrwałego utrzymania wysokiej efektywności. Nierzadko wynikają też z potrzeby zintegrowania pracowników z firmą” – stwierdziła ekspertka. Pracodawcy przewidują, że w ciągu kolejnych 6–12 miesięcy 88 proc. ich pracowników wróci na stałe do pracy w siedzibie firmy. Propozycję pracy w modelu hybrydowym otrzyma tylko 9 proc. kadry, w tym tylko 5 proc. będzie miało możliwość realizowania obowiązków poza organizacją przez większą część tygodnia. Wobec 1 proc. pracowników firmy przewidują pracę w pełni zdalną. 2 proc. pracodawców nie miało sprecyzowanych planów. Przedsiębiorcy zwracają uwagę, że ze względu na charakter wykonywanych zadań wiele funkcji nie może być realizowanych poza miejscem pracy. Prawie 8 na 10 pracodawców w Polsce twierdzi, że codziennej obecności w firmie wymaga większość (76 – 100 proc.) stanowisk w ich organizacji. 13 proc. stwierdza, że jest to konieczne w przypadku ponad połowy miejsc pracy (51 – 75 proc.). Zaledwie 1 proc. deklaruje, że w organizacji nie ma funkcji obligujących zatrudnione osoby do przychodzenia do siedziby firmy każdego dnia. Aby uelastycznić stanowiska, które wymagają codziennego pojawiania się w miejscu pracy, 39 proc. pracodawców zamierza wprowadzić elastyczne godziny rozpoczęcia i zakończenia pracy. 33 proc. firm deklaruje połączenie pracy zdalnej z wykonywaniem zadań w siedzibie firmy, 15 proc. - wprowadzenie elastycznych godzin pracy, 12 proc. wybór miejsca pracy, a 5 proc. podział stanowiska pomiędzy kilka osób. 42 proc. pracodawców w ogóle nie widzi możliwości uelastycznienia pracy. Jak podkreśliła Pączkowska, pracownicy nie chcą utracić uzyskanej w czasie pandemii elastyczności. „Kompromisem wydaje się wprowadzanie lub utrzymanie na szerszą skalę hybrydowego modelu pracy. Kluczowe jest również dokładne zbadanie oczekiwań i potrzeb pracowników oraz odpowiadanie na nie – między innymi poprzez wprowadzanie elastycznych rozwiązań, a także dbałość o bezpieczeństwo zdrowotne i dobrostan psychiczny zatrudnionych osób. Kolejnym ważnym elementem jest stały rozwój pracowników w zakresie kompetencji miękkich i twardych, tak żeby mogli sprostać dynamiczne zmieniającym się potrzebom rynku pracy” – powiedziała ekspertka. Dodała, że kandydaci pytani w trakcie procesów rekrutacyjnych o oczekiwania wobec pracodawców wyraźnie podkreślają potrzebę pracy zdalnej lub hybrydowej – zwłaszcza w przypadku stanowisk z obszaru IT, obsługi klienta czy sprzedaży i marketingu. „Często w przypadku braku takiej możliwości kandydaci nie decydują się na przyjęcie oferty pracy. Elastyczność pracodawcy staje się na obecnym rynku ważną przewagą konkurencyjną i może zapewnić szerszy dostęp do pożądanych talentów” – podsumowała Pączkowska. / Polandia.nl
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.