Skocz do zawartości
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Barbara Sadowska

Kobieta
  • Liczba zawartości

    9
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1
  • Dotacje

    0.00 EUR 
  • Punktów

    150 [ Podaruj ]

Ostatnia wygrana Barbara Sadowska w dniu 15 Marca

Użytkownicy przyznają Barbara Sadowska punkty reputacji!

O Barbara Sadowska

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Fot. Shutterstock.com W Holandii nie topi się Marzanny. Mało tego nie tylko się nie topi ale nawet nie podpala, żeby potem utopić. Taka tradycja jedynie w Polsce. Uwielbiam polskie tradycje, takie są lekkie i radosne i ukazujące nasz narodowy spryt. Bo jako, że Marzanna to słowiańska bogini zimy i śmierci, to trzeba zastosować sprawdzony w innych tradycyjnych polskich zrachowaniach sposób – klin klinem. Skoro bogini śmierci to trzeba ją zakatrupić. I tak od dziecka Polacy 21 marca wędrują nad rzeki z kukłami Marzanny by z radosnym okrzykiem szczęścia symbolicznie topić coś raz na z
  2. Fot. Shutterstock.com Jeżeli spodziewacie się opisu grubych imprez, zaczynających się w piątkowe popołudnie a kończących w czwartek zmianą agencji pracy, to muszę was rozczarować. Dziś nie o tym. O morsowaniu w beczce wystawionej przed chatę służbową – też nie. Nie napiszę również o wkręcanie się w system diet proponowanych przez Furię koloru kolorowego albo innego Nieokiełzanego trenera. Ewentualnie wspomnę tylko, że po godzinach w Holandii można robić nadgodziny ale to tylko dla wybrańców, którzy pracą zapełniają pustkę swojego serducha, czemu oczywiście zaprzeczają, myśląc, że b
  3. Fot. Shutterstock.com Dwie największe zmory polskich kierowców w Holandii – rowerzyści vel święte krowy i kierowcy vel Wiatraki. Wiatraki nie potrafią jeździć. Nie wiadomo kto im dał prawo jazdy. Nawet oni sami tego nie wiedzą bo nigdy nie odpowiadają kiedy jakiś Polak w swoim ojczystym języku ich o to pyta. To tragedia jest jakaś. Po prostu brak innych słów oprócz jednego akurat rozumianego przez międzynarodowe środowisko - wszyscy wiemy o jakie słowo lekkich obyczajów chodzi. Po prostu oni czyli Wiatraki pojęcia nie mają jak trzeba poruszać się po jezdni. Nic nie wiedzą. Je
  4. Fot. Shutterstock.com „Nic dwa razy się nie zdarzy” przypomniałam sobie słowa Szymborskiej. Była trzecia pięćdziesiąt nad ranem. Budzik jeszcze nie dzwonił, spał. Miał jeszcze dwanaście minut. Podeszłam do okna zadziwiona samą sobą, że jednak oczy widzą, choć są szeroko zamknięte. W przestrzeni zawisło pytanie, bardziej rozpacz jednak- Po co? Przecież przez dwanaście minut można wyśnić wygraną w totka, ślub bądź lub również szczęśliwe rozstanie. Idąc dalej tekstem Wisławy „dlatego z tej przyczyny” żebyś Sadowska w końcu załapała się na godzinę policyjną, która w Holandii się nazywa
  5. Fot. Shutterstock.com Oj napisało się tu i ówdzie o normach w Holandii. Konkluzje są dwie – akordu w Holandii nie ma a druga - no nie ma akordu w Holandii. Pewnie większość z was właśnie zaczyna klnąć i przytaczać opowieści, ile to ton pomidorów trzeba zerwać albo ile kwiatków zapatyczkować albo zapylić. Ciągle jednak akordu nie ma - bo normy są. Brzmi ładniej i nie ma się do czego doczepić pod kątem prawnym bo akord nielegalny jest. Ale nie o oczywistościach chcę dziś pisać, nawet nie wspomnę, jak przodownicy klasy robotniczej, w większości z polskimi korzeniami ten nieakord śrubuj
  6. Fot. Shutterstock.com Nie wiem, czy wypada zabierać głos w tej sprawie? Próbowałam dzwonić ale nikt nie odbiera. Pewnie numer telefonu podany na stronie internetowej był nieprawidłowy. Britney nie odebrała. Nie mogłam więc zapytać jej o zdanie. Pewnie nie będzie miała nic przeciwko, nikt jej przecież o zdanie już dawno nie pyta. A przecież to o nią chodzi. Jadąc do pracy o piątej rano dowiedziałam się, że trzeba ją uwolnić. Zatrząsało to mną i moją córusią, która zahaczyła o grudę lodu, ledwo potem wracając na swój zwyczajowy tor o prędkości trzydziestu kilometrów na godzinę.
  7. Fot. Shutterstock.com Czasami budzę się rano i ni stąd ni zowąd łapie mnie za gardło, od dawna czająca się na mnie rzeczywistość. Jakaś absolutna oczywistość, zakopana przeze mnie głęboko w dole mojej świadomości. Jestem emigrantką, do tego polską. Puls przyspiesza, myśli szaleją. Ale jak? Przecież ja tu tylko na sezon. Wprawdzie ten sezon zaczął się czternaście lat temu ale w Holandii w niektórych szklarniach trwa on na stałe. Nie wiem czemu słowo „emigrantka” powoduje we mnie dyskomfort. Przecież to nic złego. Nie oznacza wcale, że ja to już tu na zawsze. Ja mam swoje państwo
  8. Fot. Shutterstock.com I oto jest. Nadszedł. Najgorszy dzień w roku dla samotnych. Portale randkowe przeżywają istne oblężenie. Zalogowanie się na któryś z nich graniczy z cudem. Wszechobecna, kipiąca miłość z mediów społecznościowych, uświadamia co niektórym, że czas najwyższy spojrzeć w lustro i zaplanować chirurgiczne zmiany wizerunku. Depresja nie jest rozwiązaniem. Nie pomaga śledzenie byłych, złorzeczenia ani rozpacz. W tym dniu nic nie pomaga. Informacje od mądrych ludzi, którzy przekonują, że okazywać miłość trzeba codziennie, dobijają jeszcze bardziej. Codziennie? Super tylk

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.